Monday, October 20, 2014

XO



Kółko i krzyżyk, albo hugs and kisses. Wzór jest prosty, prościusieńki. Jedyne czego wymaga to prostego szycia, jak mi się wydawało, utrzymania 1/4" i wycięcia odpowiedniej ilości kwadratów. W moim przypadku zdecydowałam się na 5", bo taki rozmiar pokazała Jenny z MSQC, opierając swój patchwork na charm packu. Tak daleko się nie posunęłam, i jako że miało to być szycie próbne zapoznawcze z moją nową przyjaciółką, zdecydowałam, że wykorzystam tkaninę, z którą nie wiedziałam co zrobić od dawna. Kiedy ją kupowałam bardzo mi się podobała, ale z czasem odkryłam, że wcale nie jest tak prosto ją wkomponować w jakikolwiek projekt. Jest tak żywa, czerwona, że aż przytłacza inne tkaniny i można od niej oczopląsu dostać. W ogóle ma taki folkowy klimat... Przy tym projekcie postanowiłam jednak spróbować jej użyć, bo mogła grać pierwsze skrzypce niczego nie przytłaczając. Porażającą czerwień udało mi się złagodzić jasną tkaniną z ikei, która nie jest biała, ale też nie jest beżowa. Niby to ecru, ale też jakby niekoniecznie...

Dawno dawno temu, kiedy jeszcze mieszkałam w lesie, zobaczyłam reklamę sprzętu, który mnie zachwycił. Obiecywał szybkość i precyzję wykonania. O tym w oddzielnym poście, ale stąd też koncepcja szycia z 5" kwadratów: miałam ich wyciąć dużo i szybko. A tymczasem... No cóż. Okazało się, że ciąć muszę tradycyjnie, czyli mata, linijka, nóż.
Filmik Jenny obejrzałam raz. Wszystko wydawało się proste i takie przecież jest. Jeden kolorowy kwadrat, dwa kwadraciki tła, przyszywamy, odcinamy i finalnie mamy znowu 5" kwadrat w dwóch kolorach. I tak szyjemy wszystkie kwadraty, które potem zszywamy ze sobą tworząc tytułowe kółka i krzyżyki albo uściski i pocałunki.
No i wszystko pięknie i ładnie, ale żaden kwadrat nie wychodził taki jak powinien. Najpierw zastrajkował Accuquilt. Potem zastrajkowało wszystko. Przyjęłam najpierw metodę Jenny i jedynie zaprasowywałam małe kwadraty po skosie. Nic to nie dało. Potem rysowałam kreskę. Dalej nic. Na koniec rysowałam i przypinałam. Cóż, moja precyzja okazała się marna. I nie, nie była to wina odległości szwu od krańca tkaniny - jakbym nie szyła, d... zawsze z tyłu. Nie wychodzi jak należy. I nie byłoby w tym nic strasznego gdyby nie to, że urok tego wzoru polega na tym, że jednak bloki do siebie pasują, a szwy zbiegają się w tym samym miejscu. A tutaj - niespodzianka. Nie udaje mi się tego osiągnąć.
Płacz, złość, zgrzytanie zębów. Wydałam majątek na maszynę, na której nie umiem szyć i to nie dlatego, że maszyna taka do kitu, tylko z powodu braku podstawowych umiejętności. Jeszcze raz zmierzyłam kwadraty: Mają po 5" i proste kąty. Małe kwadraty: mają po 2,5" i proste kąty. Szyję równo po linii. I nic nie wychodzi tak jak powinno!
Załamana, gotowa rozpruć wszystko (i szczęśliwa, że nie pocięłam jakiejś drogiej tkaniny) jeszcze raz obejrzałam tutorial. I jeszcze raz. I jeszcze raz, bardzo dokładnie, szczególnie końcówkę, w której Jenny rozkłada swoje kwadraty.
I o jeżu jeżu jeżu. No niesamowite. Jej kwadraty też nie są równe! Tam też coś odstaje, przystaje, nie jest równiutko po 5"! Okazało się, że potrzebuję nie tyle precyzji w krojeniu i szyciu co w oglądaniu filmu instruktażowego.

I tak wzięłam głęboki wdech, zamknęłam się w maszynowni i powolutku układałam blok obok bloku, dobierając je tak, żeby jak najmniej się różniły rozmiarem... I w ten sposób powstało to:


Spód jest w kolorze tła, nie podjęłam jeszcze decyzji jakiego koloru będzie lamówka. Pikowanie maszynowe jasną nicią, raczej fmq, ale jeszcze nie podjęłam decyzji jaki. Kiedy spinałam kanapkę myślałam o locie trzmiela, ale teraz zastanawiam się czy nie byłoby fajniej uszyć jakiś kwiatowy wzór. A z pozostałych z szycia trójkątów powstały HST i takie mam pomysły...


                                                                                                                                                                

My new best friend... /Moja nowa przyjaciółka

I've been thinking what I should start with and I choose that beginning would be the best. First, I sewn something I hadn't been going to sew.  Just because I felt in love some time ago with a beautiful creature named Janome 8900. It came to me in the end of July and it was impossible not to try something new. I know, my UFOs are waiting but I couldn't start with FMQ. 

Zastanawiałam się o czym powinnam napisać i wyszło na to, że powinnam napisać od początku, co takiego narozrabiałam. A więc najpierw uszyłam to czego miałam nie szyć. Ha, nic zaskakującego, prawda? Plan na ten rok to dokończenie zalegających po kątach patchworków, żebym mogła z nimi coś zrobić. Jeśli nie podarować, to sprzedać, albo chociaż użyć samej. Twardo tej decyzji się trzymam, szukam tkanin na spody, bo to jest moja pięta Achillesa,  planuję jak je wypikuję, ale przecież nie mogłam nie spróbować zrobić coś zupełnie nowego.
Wszystko przez to, że co jakiś czas oglądam jakiś tutek. I tym razem też obejrzałam. I tak mnie naszło, tak mnie naszło, bo to przecież będzie proste, szybkie i uszyję taki nieduży patchwork, taki w rozmiarze dziecięcym, i w ogóle muszę coś wreszcie uszyć, bo się załamię!
A czemu? Ano temu, że przecież nową maszynę musiałam wypróbować. Kupiona została pod koniec lipca w Ultramaszynie w Warszawie. Przeszkolona zostałam i nie mogłam jej postawić i nic nie uszyć. A zaczynanie od pikowania wydawało mi się przesadą. Musiałyśmy się przecież poznać bliżej zanim rozpoczniemy współpracę w tak skomplikowanej materii. 

This is my new best friend: 
Oto moja nowa przyjaciółka: 

It is beautiful, smart, tallented however it has no sense of humor. I had to call customer service one week after Janome had arrived. 
Jest piękna, mądra, utalentowana i nie ma, niestety, poczucia humoru. Tydzień po zakupie dzwoniłam do serwisu, żeby ustalić, czemu co jakiś czas przerywa szycie i informuje mnie o błędzie, którego ja nie rozumiem. Robi to przy prostym szwie stebnówkowym, wtedy gdy jest na wysokich obrotach i wtedy gdy szyję wolno. Dodzwoniłam się do Poznania, ale akurat głównego serwisanta nie było i nikt nic mi nie mógł podpowiedzieć, co potwierdzało jedynie teorię, że te maszyny są sprawne i nie wyczyniają takich rzeczy. A silniki mają silne jak koń i nie powinny - zgodnie z moim przypuszczeniem - odmawiać współpracy przy takim szyciu jak moje. No naprawdę, maszyna nie szyła godzinami... Po próbach szycia wzorów ozdobnych maszyna postanowiła współpracować ze mną na nowo, także do serwisu już nie dzwoniłam. Ale wciąż zdarza się, że strajkuje przy prostym szyciu, albo przy bardzo grubych warstwach materiału. To ostatnie jest dla mnie zrozumiałe; nawet nie chodzi o grubość co o to, że kiedy jest kilka warstw ze szwami to nie bardzo maszyna chce je przeszywać. Nie próbowałam jeszcze szyć grubszych tkanin, ale wszystko przede mną. I na razie do serwisu nie dzwonię, chociaż jedno nie daje mi spokoju: dlaczego w środku maszyny jest splątana brązowa gruba nić, której ja nie używam? Nie da się jej wyplątać, tak jest mocno wciśnięta pomiędzy metalowe części... Widziałam jak maszyna była wypakowana z pudełka, przy mnie, wszystko było w folii, trudno mi uwierzyć, żeby ktoś ją przede mną używał... ale mimo wszystko jakiś niepokój mnie ogarnął. Nie będę w najbliższym czasie maszyny żadnej kupować, ale już wiem, że zajrzeć trzeba w każde miejsce i kazać sobie pokazać wszystko co się otwiera w maszynie. O tym, że można otworzyć maszynę nad igłą dowiedziałam się przez przypadek, oglądając jakiś filmik na youtube, albo czytając forum na temat maszyn. I otworzyłam tę część, żeby sprawdzić, czy nic tam się nie pobrudziło i czy nie ma tam nic co wyjaśniałoby rwanie nici (czego nie wyjaśnia nic oprócz ich jakości, tak naprawdę). I co znalazłam? Ten brązowy kłak, nie wiadomo skąd. Nawet nie ma co zgłaszać reklamacji, bo maszyna jest  u mnie od 3 miesięcy. A z drugiej strony - może ten brązowy kłak tam powinien być? Czyli jednak do serwisu zadzwonię.

Poza tym maszyna jest super. No co ja poradzę. Fantastyczna jest. Bez dwóch zdań. Uwielbiam stopkę do wykańczania brzegów, chociaż kiedy użyłam jej po raz pierwszy to wpadłam w panikę, że przyszyłam stopkę do materiału.  Minusem jest to, że jest ciężka. Plusem, że szyje sprawnie i szybko. W zasadzie to powinnam z jej powodu zmienić stół do szycia, który jest duży, ale jak maszyna się rozpędzi to stół pędzi razem z nią, co nie jest komfortowe... W ogóle jak maszyna się rozpędzi to trudno nad nią zapanować. Nie opanowałam jeszcze jak należy pikowania z wolnej ręki, ale wiem, że to wymaga czasu... Co prawda niepokoi mnie fakt, że nie jestem w stanie dobrze poprowadzić tkaniny pod igłą gdy chcę by wzór był gęsty, ale mam nadzieję, że to tylko i wyłącznie kwestia moich umiejętności, a nie problem z maszyną. Bo z tą maszyną problemów mieć nie powinnam żadnych.

A w kolejnym wpisie będzie o tym, jak rozpaczałam, że jednak szyć nie umiem, i zakup był na wyrost... 

Sunday, October 19, 2014

Maureen Cracknell Handmade: A Fabric GIVEAWAY : :

Maureen Cracknell Handmade: A Fabric GIVEAWAY : :: *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  * It's Fabric Giveaway Friday !   *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  *  ...

Take a chance! :)

Thursday, October 2, 2014

Sew sweet... cause I love sweets!

I've received invitation for a new QAL organized by Shape Moth. I'm not  a fan of PP, but I decided to give it a try because I love sweets... I have no idea how I find time for this although I'm going to do my best. Schedule may be my best friend or my main enemy...
Unfortunately you can't see a QAL button so I just link Shape Moth's blog . Maybe you love sweets as much as I do.

Dostałam dzisiaj zaproszenie do udziału w QAL organizowanym przez Shape Moth. Nie jestem fanką PP, ale tym razem zdecydowałam, że spróbuję, bo przecież uwielbiam słodycze... Nie wiem jeszcze jak znajdę na to czas, ale mam zamiar zrobić co w mojej mocy. Plan tego konkursu może być moim przyjacielem, albo głównym wrogiem... Niestety, przy tym szablonie nie mogę pokazać znaczka, więc linkuję tutaj. Może ktoś z Was lubi słodycze tak jak ja.

Tuesday, September 23, 2014

Ta lamówka została wypruta przy 4 sezonie "The Good Wife", w której Ukochaniec utonął... Ale to nie o tym ma być (chociaż ja sama uwielbiam ten serial). Przyszyta jeszcze raz - o czym napisałam poprzednio. Patchwork schnie. Wszystkie oznaczenia zrobione ołówkiem z ceramicznym wkładem zeszły. I teraz pozostaje tylko zrobić zdjęcia... Odnotowuję jedynie, że patchwork szyty niewiemile został ukończony. 
A od dzisiaj zaczynam praktyki i mam nadzieję, że razem z kidsami nie odciągnie mnie to od maszyny i do pisania tutaj, bo nagromadziło się rzeczy, o których chciałam wspomnieć, a wciąż nie mam zdjęć i weny. 

This binding was ripped off when I was watching 4th season of "The Good Wife" (tv series that I adore). It was sewn again - my post below (unfortunately I didn't express my dissatisfaction in English). Patchwork was washed, every marks made with my ceramic pen dissapeared. All I should do now is picture of finished work, but I have no time and light now. So I just wanted to emphesize that this long term project is finished.

Please...


Monday, September 22, 2014

...wciąż nie znoszę wszywania lamówki, mimo świetnego tutoriala zrobionego przez Małgosię z Silesian Quilt. Za każdym razem coś mi nie pasuje - może to wina mojego perfekcjonizmu.
Po miesięcznej przerwie usiadłam do maszyny. I to jest frajda, nawet jeśli to była tylko znienawidzona lamówka!