
Sewing is my therapy. My passion. My hobby. The way I spend my free time. It is not my profession, and I don't think it would ever be. But I love it and it gives me a lot of pleasure, despite being upset or crying when something goes wrong. It will be my pleasure if I meet here someone who shares my passion, or just stay here for a moment. Thank you for your time here. Feel welcome!
Showing posts with label Farmer's Wife. Show all posts
Showing posts with label Farmer's Wife. Show all posts
Saturday, November 7, 2015
Kanapka Żonina/ Farmer's Wife Sandwich

Tuesday, October 20, 2015
Przymierzałam pierwszą żonę do łóżka. Żona nieustająco nie jest wykończona, w tej chwili zastanawiam się nad zakupem wkładu. Wyszła ogromna, mimo, że nie ze wszystkich bloków. Szeroka jest na 160 cm, więc jej pikowanie będzie trwało i trwało, szczególnie, że wymyśliłam sobie ręczne.
Mierzenie żony to jedno, a wyspać się trzeba. Buras nie jest najszczęśliwszy z powodu pobudki.
I tried my first wife. It's been unfinished and now I consider type of batting. Cotton (expensive) or polyester (easy to get and cheap). Patchwork is huge - 160 cm wide - so quilting will be time consuming (winter is coming) especially that I decided to do it by hand.
Let me introduce you Buras, my cat.
Mierzenie żony to jedno, a wyspać się trzeba. Buras nie jest najszczęśliwszy z powodu pobudki.
I tried my first wife. It's been unfinished and now I consider type of batting. Cotton (expensive) or polyester (easy to get and cheap). Patchwork is huge - 160 cm wide - so quilting will be time consuming (winter is coming) especially that I decided to do it by hand.
Let me introduce you Buras, my cat.
Monday, December 15, 2014
Rozliczenie
Trafiłam na mój post z planami na 2013... Cóż, ze skruchą przyznaję, że ich realizacja zajęła mi 2 lata, a i tak nie mogę powiedzieć, że wszystko jest skończone, bo przecież:
I have found my post about my plans for 2013. It is in Polish only, but don't worry: you don't have to use any google dicionary, I will explain everything. Achieving all those objectives has taken 2 years, and I didn't do everything from my list:
Ad 1 Farmer's Wife czeka na plecy i decyzję, że będą ramy, czy nie. O pikowaniu nie wspominając.
Farmer's Wife quilt is waiting for decision about frame, backing and quilting (hand or machine?)
Ad 2. BOM nie został zakończony. Poddałam się trochę z braku czasu, a trochę dlatego, że jednak nie nadaję się do szycia w określonych przez kogoś ramach. Dużym problemem okazało się też pikowanie, a dokładniej mówiąc: to co widać było na spodzie. Nie ustawiłam maszyny dobrze, nie zawsze nici były właściwe. Tym samym mam kilka skończonych bloków, kilka przygotowanych do pikowania i żadnego pomysłu co z nimi zrobić. A raczej: na co je przerobić...
BOM - I didn't finish. I gave up because of lack of time, but I assume that I had also other reason: I am not good at working in someone's schedule. I had a problem with FMQ that didn't look good in the back of the block. I have finished a few blocks, I keep few ready for quilting and I don't know what to do with them.
Ad 3. Udało się! Aplikacje na dziecięcej narzucie pojawiły się w 2014. Niezły poślizg...
Applique! I did it! It wasn't 2013 but I managed to make applique in one baby quilt sewn this year.
Ad 4. Ruszyło, szczególnie odkąd mam nową przyjaciółkę. Próby na Elnie nie były zadowalające, ale teraz czuję, że uda mi się dojść do poziomu, który będzie mi odpowiadał. Ale zanim do tego dojdzie potrzebować będę setek kilometrów nici. Odkąd tak pikuję coraz intensywniej myślę o takim dużym stole, w którym maszyna ukryta jest pod blatem, bo o powiększający stolik (błogosławiony, bo przy Elnie go nie było!) moje narzuty zaczepiają zatrzymując tkaninę pod igłą.
FMQ - I've done much more since I have my new best friend. My works made with Elna was ok, but not enough. Now I feel I have a chance of achieving some higher level (than current), but til then I need yards and yards of thread.
Ad 5. Przekonałam się do szycia małych rzeczy, chociaż też dopiero w 2014. Będzie ich więcej. Produkcję woreczków zacznę zaraz po skończeniu drugiej torby.
I have convinced myself to sew small things (bags, pounches, make up bags, pillows). I will sew more of them, bags especially.
Ad 6. Apple core - przechodzi na 2015. Nie zrezygnowałam z projektu i jest bardzo prawdopodobne, że pozostanę przy pomyśle uszycia go z tkanin w groszki i białych.
Apple core - I will do it in 2015. I didn't give up an idea and there is possibility I will sew it of polka dots and white cotton.
Ad 7. Tadam! Pełen sukces! Wypikowana ręcznie narzuta trafiła do swojego domu, a drugą wykańczam właśnie. Został jeden blok i kilka kwadratów. Dalej lamówka i mamy narzutę domową, która do niczego nie pasuje. Trudno.
Hand quilting - that's my success! One of my hand quilted quilts is in its new house, and the second one will be finished soon (unfortunately, my new quilt is not in my home style, but I don't care).
Ad 8. HA HA HA. Moja rada dla tych, którzy robią sobie listy: nie wpisujcie sobie, że cokolwiek będziecie robić codziennie. No, chyba, że chodzi o mycie zębów. Wtedy wpiszcie. To nierealistyczne jest. Miało mnie to zmotywować, a doprowadziło raczej do poczucia winy, że sobie słowa nie dotrzymuję.
That's my dead duck! I laugh really loud when I saw what I wrote 2 years ago. I will sew every day... Really. Trust me: don't make such a resolution if you want to sleep well. Except brushing your teeth. It is so unrealistic expectation! It was to motivate me, but made me feel bad about myself.
Ad 9. Tego celu nie opisałam, ale wciąż go pamiętam... I nie, nadal nie opiszę.
It was the aim that I didn't describe and I still am not going to. I do remember, and maybe, some day, I will have this courage.
Przez te 2 lata zrobiłam i tak dużo innych rzeczy, więc nie jest źle. Szycie nie stanie się moim życiem, ale może to dobrze. Potrzebuję czegoś, co będzie równoważyło resztę, będzie zawsze przyjemnością, a nie obowiązkiem. Ale i tak zrobię sobie listę na 2015, kim byłabym bez listy? ;)
A Wy, czy przygotowujecie swoje listy?
I have done a lot for 2 years so it is nothing wrong with not accomplishing all from that list. Sewing will not be my life, but I find it revealing. I need something that will be a balance to my daily life, always a pleasure not a duty. Anyway, I'm going to make a new to do list. Who will I be without one?
And what about you, do you make any lists?
I have found my post about my plans for 2013. It is in Polish only, but don't worry: you don't have to use any google dicionary, I will explain everything. Achieving all those objectives has taken 2 years, and I didn't do everything from my list:
Ad 1 Farmer's Wife czeka na plecy i decyzję, że będą ramy, czy nie. O pikowaniu nie wspominając.
Farmer's Wife quilt is waiting for decision about frame, backing and quilting (hand or machine?)
Ad 2. BOM nie został zakończony. Poddałam się trochę z braku czasu, a trochę dlatego, że jednak nie nadaję się do szycia w określonych przez kogoś ramach. Dużym problemem okazało się też pikowanie, a dokładniej mówiąc: to co widać było na spodzie. Nie ustawiłam maszyny dobrze, nie zawsze nici były właściwe. Tym samym mam kilka skończonych bloków, kilka przygotowanych do pikowania i żadnego pomysłu co z nimi zrobić. A raczej: na co je przerobić...
BOM - I didn't finish. I gave up because of lack of time, but I assume that I had also other reason: I am not good at working in someone's schedule. I had a problem with FMQ that didn't look good in the back of the block. I have finished a few blocks, I keep few ready for quilting and I don't know what to do with them.
Ad 3. Udało się! Aplikacje na dziecięcej narzucie pojawiły się w 2014. Niezły poślizg...
Applique! I did it! It wasn't 2013 but I managed to make applique in one baby quilt sewn this year.
Ad 4. Ruszyło, szczególnie odkąd mam nową przyjaciółkę. Próby na Elnie nie były zadowalające, ale teraz czuję, że uda mi się dojść do poziomu, który będzie mi odpowiadał. Ale zanim do tego dojdzie potrzebować będę setek kilometrów nici. Odkąd tak pikuję coraz intensywniej myślę o takim dużym stole, w którym maszyna ukryta jest pod blatem, bo o powiększający stolik (błogosławiony, bo przy Elnie go nie było!) moje narzuty zaczepiają zatrzymując tkaninę pod igłą.
FMQ - I've done much more since I have my new best friend. My works made with Elna was ok, but not enough. Now I feel I have a chance of achieving some higher level (than current), but til then I need yards and yards of thread.
Ad 5. Przekonałam się do szycia małych rzeczy, chociaż też dopiero w 2014. Będzie ich więcej. Produkcję woreczków zacznę zaraz po skończeniu drugiej torby.
I have convinced myself to sew small things (bags, pounches, make up bags, pillows). I will sew more of them, bags especially.
Ad 6. Apple core - przechodzi na 2015. Nie zrezygnowałam z projektu i jest bardzo prawdopodobne, że pozostanę przy pomyśle uszycia go z tkanin w groszki i białych.
Apple core - I will do it in 2015. I didn't give up an idea and there is possibility I will sew it of polka dots and white cotton.
Ad 7. Tadam! Pełen sukces! Wypikowana ręcznie narzuta trafiła do swojego domu, a drugą wykańczam właśnie. Został jeden blok i kilka kwadratów. Dalej lamówka i mamy narzutę domową, która do niczego nie pasuje. Trudno.
Hand quilting - that's my success! One of my hand quilted quilts is in its new house, and the second one will be finished soon (unfortunately, my new quilt is not in my home style, but I don't care).
Ad 8. HA HA HA. Moja rada dla tych, którzy robią sobie listy: nie wpisujcie sobie, że cokolwiek będziecie robić codziennie. No, chyba, że chodzi o mycie zębów. Wtedy wpiszcie. To nierealistyczne jest. Miało mnie to zmotywować, a doprowadziło raczej do poczucia winy, że sobie słowa nie dotrzymuję.
That's my dead duck! I laugh really loud when I saw what I wrote 2 years ago. I will sew every day... Really. Trust me: don't make such a resolution if you want to sleep well. Except brushing your teeth. It is so unrealistic expectation! It was to motivate me, but made me feel bad about myself.
Ad 9. Tego celu nie opisałam, ale wciąż go pamiętam... I nie, nadal nie opiszę.
It was the aim that I didn't describe and I still am not going to. I do remember, and maybe, some day, I will have this courage.
Przez te 2 lata zrobiłam i tak dużo innych rzeczy, więc nie jest źle. Szycie nie stanie się moim życiem, ale może to dobrze. Potrzebuję czegoś, co będzie równoważyło resztę, będzie zawsze przyjemnością, a nie obowiązkiem. Ale i tak zrobię sobie listę na 2015, kim byłabym bez listy? ;)
A Wy, czy przygotowujecie swoje listy?
I have done a lot for 2 years so it is nothing wrong with not accomplishing all from that list. Sewing will not be my life, but I find it revealing. I need something that will be a balance to my daily life, always a pleasure not a duty. Anyway, I'm going to make a new to do list. Who will I be without one?
And what about you, do you make any lists?
Thursday, January 9, 2014
Sunday, January 5, 2014
To są 3 ostatnie bloki jakie uszyłam w zeszłym roku do Farmer's Wife. Postanowiłam, że to koniec, bo na narzutę wystarczy taka ilość (107 wszystkich), a ja już nie mam cierpliwości dalej... To chyba było najgorsze. Plus myśl, że nie wszystkie bloki i tak będą wykorzystane. Część z nich poprawiałam, ale - jak już wcześniej wspomniałam - nie było ich aż tyle jak mi się wydawało. Właśnie ostatni set zdjęć wrzuciłam na flickr i moim nawracającym bólem głowy jest jakość zdjęć. Nie mogę wymagać od siebie za dużo, bo robiłam je telefonem. Co prawda w domu jest jeden porządny aparat, ale obsługuje go tylko i wyłącznie moja córka, a i tak żaden aparat cudów nie zrobi bez właściwego światła. A tutaj nie mam czego się spodziewać przez najbliższe pół roku...
Zaczęłam rozkładać bloki na podłodze i naszła mnie gwałtowna, acz przerażająca myśl, że przy tej ilości białego tła pomysł z białymi ramkami do bloczków mija się z celem. Pozostaje szarość. Wycięte paseczki idą... no nie do kosza, ale do skrawkowego pudełka.
Zaczęłam rozkładać bloki na podłodze i naszła mnie gwałtowna, acz przerażająca myśl, że przy tej ilości białego tła pomysł z białymi ramkami do bloczków mija się z celem. Pozostaje szarość. Wycięte paseczki idą... no nie do kosza, ale do skrawkowego pudełka.
Friday, September 27, 2013
I tak powoli realizuję swój tegoroczny plan. Wszedł dodatkowy kolor - wcześniej nie było żółtego (bo to moim zdaniem żółty, chociaż sprzedawca twierdzi, że pomarańczowy; nie będę robiła afery na allegro, bo i tak mi się podoba).
W tym secie największy problem miałam z pierwszym, turkusowo niebieskim blokiem. Okazało się, że jest błąd w opisie. Już miałam się poddać i ominąć go, ale doczytałam na grupie flickr, że trzeba zamienić p co nie co i to wystarczy. Byłam z tego bloku już skończonego całkiem zadowolona do momentu gdy nie przygotowałam go do zdjęcia... Niestety, przy dokładnym, kolejnym prasowaniu dostrzegam jakieś niedoróbki, niedoskonałości. Na pierwszy rzut oka wszystko jest niby w porządku, a potem - a to nie styka tam gdzie bym chciała, a to szew nie poszedł całkiem prosto, albo w prasowaniu stracił linię prostą i bardziej przypomina łuk... Samą siebie dołuję, rzecz jasna, ale też rozpruwam, przyszywam. Dzisiaj jeden z bloków też mi trudności sprawiał.
A na początku byłam przekonana, że wszystko będzie łatwe, miłe i przyjemne. Nic bardziej mylnego. Im mniejszy blok, tym większa precyzja potrzebna.
Zresztą, tu raczej chodzi o moją potrzebę doskonałego wykonania. Więc twardo sobie powtarzam, że zrobione jest lepsze od doskonałego...
W tym secie największy problem miałam z pierwszym, turkusowo niebieskim blokiem. Okazało się, że jest błąd w opisie. Już miałam się poddać i ominąć go, ale doczytałam na grupie flickr, że trzeba zamienić p co nie co i to wystarczy. Byłam z tego bloku już skończonego całkiem zadowolona do momentu gdy nie przygotowałam go do zdjęcia... Niestety, przy dokładnym, kolejnym prasowaniu dostrzegam jakieś niedoróbki, niedoskonałości. Na pierwszy rzut oka wszystko jest niby w porządku, a potem - a to nie styka tam gdzie bym chciała, a to szew nie poszedł całkiem prosto, albo w prasowaniu stracił linię prostą i bardziej przypomina łuk... Samą siebie dołuję, rzecz jasna, ale też rozpruwam, przyszywam. Dzisiaj jeden z bloków też mi trudności sprawiał.
A na początku byłam przekonana, że wszystko będzie łatwe, miłe i przyjemne. Nic bardziej mylnego. Im mniejszy blok, tym większa precyzja potrzebna.
Zresztą, tu raczej chodzi o moją potrzebę doskonałego wykonania. Więc twardo sobie powtarzam, że zrobione jest lepsze od doskonałego...
Monday, September 23, 2013
Farmer's Wife - postępy
Miało być zdjęcie, ale na zdjęcia to chyba za zimno... czy u Was też tak chłodno? Dzisiaj było całkiem ładnie na zewnątrz, to w ciągu dnia w domu też było całkiem przyjemnie, ale teraz jest chłodno wszędzie, aż do dygotu. Zaraz biegnę do wanny, więc tylko odnotuję, że dotarłam do bloku 70, a co za tym idzie - nadrobiłam straty a nawet wyprzedzam! Ha! A szyje mi się tak miło, że nie mam zamiaru przestać. Zresztą, już wiem, że będzie trochę do nadrabiania. Niestety, czego by o moich bloczkach nie mówić, to nie mają równo 6,5", a to oznacza przerabianie...
Co prawda "done is better than perfect", ale ja się jakoś nie mogę pogodzić z brakiem precyzji. Zresztą, kompletnie nie rozumiem co się dzieje, skoro wycinam wszystko zgodnie ze sztuką, a potem zszywam mając na podorędziu stopkę 1/4". Powinno być ok - a nie jest. Gdzieś tam bloki się rozjeżdżają, gdzieś zwężają... Nie rozumiem tego, niestety. Czasem uda się coś poprawić, ale generalnie takich perfekcyjnych rozmiarowo bloków jest kilka na 70. To nie jest powalający wynik...
Mimo wszystko pracuję dalej. A zdjęcia będą. Za chwilę... (i koncepcja na przyrzeczony sobie apple core także w groszki. Tak mi się spodobały te tkaniny, że nie odpuszczę).
No to jednak zdjęcia są. Tylko takie jakieś nieobrobione i nieuładzone. W ogóle ze zdjęciami to mi średnio wychodzi, ale trudno. "done is better.." no, wiadomo.
Co prawda "done is better than perfect", ale ja się jakoś nie mogę pogodzić z brakiem precyzji. Zresztą, kompletnie nie rozumiem co się dzieje, skoro wycinam wszystko zgodnie ze sztuką, a potem zszywam mając na podorędziu stopkę 1/4". Powinno być ok - a nie jest. Gdzieś tam bloki się rozjeżdżają, gdzieś zwężają... Nie rozumiem tego, niestety. Czasem uda się coś poprawić, ale generalnie takich perfekcyjnych rozmiarowo bloków jest kilka na 70. To nie jest powalający wynik...
Mimo wszystko pracuję dalej. A zdjęcia będą. Za chwilę... (i koncepcja na przyrzeczony sobie apple core także w groszki. Tak mi się spodobały te tkaniny, że nie odpuszczę).
No to jednak zdjęcia są. Tylko takie jakieś nieobrobione i nieuładzone. W ogóle ze zdjęciami to mi średnio wychodzi, ale trudno. "done is better.." no, wiadomo.
Friday, August 30, 2013
Jak powiedziałam, tak się dzieje:
Piąty blok już też uszyty. Nie przypuszczałam nawet ile będę miała z nimi frajdy! Nie tylko z powodu kolorów, które chcąc nie chcąc mnie rozweselają (a to nie wszystkie, bo właśnie suszą się zdekatyzowane kropki na tle innym niż różowy). Bawi mnie wycinanie tych małych kawałków i zszywanie ich, uważne i ostrożne. Fajne jest to, że każdy blok jest inny, ale na tyle malutki, że faktycznie, nie czasochłonny.
Nie mam teraz złudzeń, że skończę szycie zgodnie z pierwotnym założeniem, bo to nierealne. Za to widzę, że chętnie będę przysiadać do kolejnych bloków (bloczków?).
Oprócz kropek zdekatyzowałam też tkaninę kupioną wczoraj po południu w oczekiwaniu na przyjaciółkę. Pomarańczowa, żywa bawełna. Cóż, powinnam mieć już tyle rozumu, żeby wiedzieć, że jeśli metr kolorowej bawełny (żywo kolorowej) kosztuje dychę to nic dobrego z tego nie będzie. No i nie będzie - farbuje jak głupia i już nie wiem co zrobić. Po kolejnym zalewaniu ciepłą wodą poddałam się i wrzuciłam ją do pralki. Cóż, zmiany dużej nie ma - pomarańczowa woda jest w pralce a nie w misce. Wiem, że nikt nie jest na tyle szalony, żeby potem patchwork prać w 60 stopniach, ale i tak widzę ryzyko, bo w chłodnej wodzie tkanina też kolor oddaje. I co z tym fantem zrobić?
Z uwag na przyszłość: aplikacje nie są jeszcze moją mocną stroną, ale też mi się podobają.
Piąty blok już też uszyty. Nie przypuszczałam nawet ile będę miała z nimi frajdy! Nie tylko z powodu kolorów, które chcąc nie chcąc mnie rozweselają (a to nie wszystkie, bo właśnie suszą się zdekatyzowane kropki na tle innym niż różowy). Bawi mnie wycinanie tych małych kawałków i zszywanie ich, uważne i ostrożne. Fajne jest to, że każdy blok jest inny, ale na tyle malutki, że faktycznie, nie czasochłonny.
Nie mam teraz złudzeń, że skończę szycie zgodnie z pierwotnym założeniem, bo to nierealne. Za to widzę, że chętnie będę przysiadać do kolejnych bloków (bloczków?).
Oprócz kropek zdekatyzowałam też tkaninę kupioną wczoraj po południu w oczekiwaniu na przyjaciółkę. Pomarańczowa, żywa bawełna. Cóż, powinnam mieć już tyle rozumu, żeby wiedzieć, że jeśli metr kolorowej bawełny (żywo kolorowej) kosztuje dychę to nic dobrego z tego nie będzie. No i nie będzie - farbuje jak głupia i już nie wiem co zrobić. Po kolejnym zalewaniu ciepłą wodą poddałam się i wrzuciłam ją do pralki. Cóż, zmiany dużej nie ma - pomarańczowa woda jest w pralce a nie w misce. Wiem, że nikt nie jest na tyle szalony, żeby potem patchwork prać w 60 stopniach, ale i tak widzę ryzyko, bo w chłodnej wodzie tkanina też kolor oddaje. I co z tym fantem zrobić?
Z uwag na przyszłość: aplikacje nie są jeszcze moją mocną stroną, ale też mi się podobają.
Saturday, January 26, 2013
Farmer's Wife odc.1
Jestem już zalogowana na flickr, należę do grupy i na szczęście postanowiłam ruszyć z szyciem od lutego. Tkaniny też nie wybrane, ale tutaj dyscyplina kolorystyczna nie musi być aż taka; zresztą to są małe bloki, 6", więc też nie potrzebuję nagle kilku yardów jednej tkaniny - no chyba, że akurat tak sobie wymyślę. Ale nie wymyśliłam jeszcze, że tak to będzie... W każdym razie do książki dołączona jest płyta ze wzorami szablonów do wycięcia. Fatalne, bo jeden szablon do wydrukowania na jednej kartce, a szablonów jest 106 - marnowanie papieru ogromne, bo to małe kwadraciki, trójkąciki i inne figury geometryczne. Zresztą, skoro blok ma 6", to wiadomo że części nie są jakieś wielkie. W książce jest "z grubsza" opis bloków, w zasadzie tylko informacja, które szablony będą użyte, ale bez rozmiarów poszczególnych elementów. Cóż, trochę czasu mi zajęło znalezienie informacji, czy 6 cali to blok końcowy czy ten do wszycia w narzutę. Wygląda jednak na to, że nie wykończony powinien mieć jednak 6,5". Pierwszy sukces w zdobywaniu informacji zaliczony. Dalej trzeba wydrukować te wszystkie szablony i tutaj znowu - schody. Bo owszem, zgodnie z zaleceniem drukuję z pdf'a, ale... brakuje 1/8". Tak mi się wydawało, bo przecież nie miałam pewności. Ale obejrzałam blok, w którym kwadrat z pierwszego wydruku miał się pokazać i jak nic - powinno być 2,5", a nie jest. Przeczytałam uwagi i komentarze z oficjalnej strony i innych kobiet, które już uszyły, ale wszyscy twierdzą, że ewentualne problemy pojawiają się przy jpg'ach, a nie pdf'ie. Wystarczy, żeby było 100%, żadnego dopasowywania do strony... No i takie są ustawienia. Tak mi się wydawało. Jak już dobrze się przyjrzałam to okazało się, że jednak nie ma 100%, ale za chińskiego boga nie wiem jak przestawić ustawienia na 100%. Byłam przekonana, że pomysł z FW już mogę wrzucić do lamusa, bo o ile część bloków mogłabym bez problemu zrobić na oko, mając już pewność co do faktycznej wielkości bloku, to niektóre składają się z tak malutkich części, że nie byłabym w stanie ich uszyć bez szablonów.
Na szczęście wystarczyła zmiana komputera - na moim wszystkie ustawienia są właściwe, więc szablony są wydrukowane, a część jest nawet wycięta. Nie wiem jeszcze czy nakleję je na tekturę, czy na coś innego. Ważne, ze mogę zacząć w lutym. A to już za kilka dni...
Na szczęście wystarczyła zmiana komputera - na moim wszystkie ustawienia są właściwe, więc szablony są wydrukowane, a część jest nawet wycięta. Nie wiem jeszcze czy nakleję je na tekturę, czy na coś innego. Ważne, ze mogę zacząć w lutym. A to już za kilka dni...
Sunday, January 13, 2013
2013
Nowy Rok się zaczął, na razie z przytupem na studiach - bo w zeszłą sobotę miałam 4 zaliczenia. Na razie wyniki są pozytywne, w każdym razie jeszcze nie straciłam szansy na kolejne stypendium, chociaż o to, żeby było tej samej wysokości to będę musiała mocno powalczyć. rfffffftedADDDDDDDDDDDADADADADADADADDADADADADADADDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
Autorem pięknej wstawki literackiej, zaprezentowanej w języku obcym, jest Stefan. Tak Stefan prezentował się w okresie przeprowadzkowym, kiedy po domu szalały kartony. Zdecydowanie radzi sobie z nimi lepiej niż Hanka Mostowiak.
Wracając do sprawy - bo nie o kotach i nie o stypendium chciałam pisać, ale o nowym roku - po zakupie kalendarza próbuję opanować moje plany noworoczne. Z planami jest tak, że wciąż mam problemy z odróżnianiem ich od marzeń i od pobożnych życzeń. Albo głupich pomysłów. Mój kalendarz ma fantastyczną opcję dla takich jak ja: w tygodniu należy skupić się na 3 ważnych sprawach. Trzech! I dobrze, bo w nawale pomysłów, marzeń i życzeń pobożnych w pierwszym tygodniu nowego roku wprowadziłabym kilkanaście porywających pomysłów a potem płakałabym nad swoją nieudolnością, bo widzę, że z trudem udaje mi się zrealizować dwie wg. planu. To nie znaczy, że nie robię nic, ale albo jestem za kiepsko zorganizowana (oj, jestem!), albo zwyczajnie nie lubię się dostosowywać nawet do tego co sama sobie próbuję narzucić. Czyli: miałam uczyć się psychometrii, a skupiam na diagnozie. Jedno i drugie jest potrzebne do zrealizowania celu nadrzędnego, ale jakoś rozsypuje mi plan na miesiąc i w kalendarzu trzeba kreślić.
Muszę sobie przypominać, że blog nie jest o studiowaniu, ale głównie o szyciu... Czyli wróćmy do meritum (widać jaka jestem zdyscyplinowana już po tym wpisie!). Co będę robić w tym roku? A więc: tadam! Ogłoszenie parafialne i pętla na moją szyję!
1. Farmer's Wife Sampler Quilt! Książkę mam od zeszłego roku, a wczoraj założyłam konto na Flickr i dopisałam się do grupy, która dzielnie walczy z takim samym pomysłem. Cóż, niektóre z pań zaczęły szyć dawno temu i już skończyły, zdjęcia mnie urzekają, a niektóre powodują, że mam ochotę schować się w ciemny kąt i nie wychodzić. Nie chodzi nawet o zdolności manualne - pewne techniczne sprawy będę musiała nadrobić, wiem o tym, ale to jak inni dobierają kolory, jak je komponują...Ach i och. Nie mówiąc o tym, że zazdroszczę (envy!) Amerykankom dostępu do tkanin. To się będę boksować ze swoją zawiścią (no dobra, nie jestem zawistna, tylko często sfrustrowana, bo niektóre quilty wyglądają tak jak wyglądają właśnie dzięki tkaninom). W każdym razie od lutego ruszam z szyciem. Muszę tylko zdecydować czy będę brała co mam w szufladach, czy jednak zainwestuję w tkaniny dedykowane specjalnie do tego projektu. No i - jaki rozmiar wchodzi w grę. Rozsądnie będzie szyć 2 bloki tygodniowo, ale w takim układzie nie skończę samego szycia do końca roku... To też jest jeszcze do przemyślenia. Czy tylko w tym roku szyję, czy chcę w tym roku skończyć.
2. Skoro o moich brakach technicznych była mowa - pojawił się button do BOM, w którym też chcę wziąć udział, a który łączy w sobie wszystko to, czego chcę się nauczyć, i o czym będzie mowa poniżej.
3. Aplikacje - nie uszyłam jeszcze nic z aplikacjami. Kiedy patrzę na filmiki na youtube, albo na zdjęcia, to wszystko wydaje się takie proste! Moim marzeniem jest uszyć kiedyś piękną kolorową narzutę z drobnymi aplikacjami, ale nie rozpędzajmy się - to nie jest punkt na ten rok. W tym roku wystarczy mi, że się nauczę dobrze to robić.
4. FMQ - nie jestem w tym biegła ani tyci, w dodatku nie mam nawet dobrego stołu do maszyny, żeby swobodnie majtać wielką narzutą, ale - czas najwyższy wziąć byka za rogi. Chciałabym w kwietniu przepikować tak narzutę. Do kwietnia daję sobie czas na ćwiczenie. Nie wiem czy nie rzucam się z motyką na słońce, ale mowa jest o pikowaniu prostym wzorem, żadnych szaleństw.
5. Małe rzeczy. Nie szyję ich praktycznie. Doświadczenie woreczkowe bardzo mi się spodobało, więc na pewno woreczki powtórzę (szczególnie, że córka czeka), ale oprócz tego jest mnóstwo innych projektów, które chciałabym zrealizować. A co będzie do nich potrzebne oprócz zapału i maszyny? Ha, umiejętność wszywania suwaka! Wiem, wiem. Proste na pewno. Jak konstrukcja cepa. Widziałam na filmach. Na zdjęciach. Tutoriale czytałam. I nic mi z tego nie wychodzi... Więc w tym roku ma wyjść!
6. Applecore. Miałam się do niego przymierzyć w zeszłym roku. Nie wyszło, bo były inne sprawy i duża przerwa w szyciu (wiadomo - kot w kartonie nie zwiastuje nadmiaru czasu na szycie). Trudny jest. Czytałam. Jak znam siebie, nie skończę na jednej poduszce. Ale - poduszkę uszyję co najmniej. O tyle mi łatwiej, że mam maszynkę do wycinania, to przynajmniej nie będę z nożyczkami szaleć, ani z pp.
7. Pikowanie ręczne. No cóż... Poduszka może? Mam jeden nie dokończony (bo nie przepikowany) patchwork, który aż się prosi o pikowanie ręczne, najlepiej kolorowe... Nie umiem. Kręci mnie to i bawi, ale nigdy nie robiłam. Ostatnie haftowanie miało miejsce 30 lat temu. Igłę w ręku trzymałam, a jakże i nigdy nie jestem zadowolona z efektu, np. przyszywania lamówki. Więc jeszcze trochę przede mną... Ale w tym roku spróbuję i zrobię, bo w ogóle trochę projektów do szycia w ręku muszę mieć, żeby spędzać czas z rodziną, a nie tylko w mojej piwnicy.
8. Szyć mam codziennie. Mogę sobie weekendy odpuścić, a niech, ale tak to do maszyny, igły etc. mam siadać codziennie. Nie tylko czytać, oglądać filmy. Nie. Codziennie mam coś zrobić - jeśli nawet nie uszyć to pociąć, zaprojektować etc. Mam nadzieję, że mi się uda. Nie narzuciłam sobie jeszcze rygoru czasowego, ale będę musiała.
9. I mam jeszcze jeden cel na ten rok, ale o nim jeszcze nie napiszę. Nie wiem do końca czy ten cel to już plan, projekt czy to wciąż marzenie. Zobaczę za kilka miesięcy...
Ma być pracowicie. W tych 9 punktach jest plan minimum, bo przecież chcę w ogóle - przy codziennym szyciu - skończyć to co zalega w piwnicy i czeka na zakończenie - chciałabym do końca marca. A wiem, że co chwila dopada mnie inspiracja, która wrzeszczy: uszyj takie, uszyj! Albo trochę inne, ale takie! No i co z nią mogę zrobić? Nic, nie chce się zamknąć.
Czego wszystkim też życzę - tej wrzeszczącej inspiracji.
Autorem pięknej wstawki literackiej, zaprezentowanej w języku obcym, jest Stefan. Tak Stefan prezentował się w okresie przeprowadzkowym, kiedy po domu szalały kartony. Zdecydowanie radzi sobie z nimi lepiej niż Hanka Mostowiak.
Wracając do sprawy - bo nie o kotach i nie o stypendium chciałam pisać, ale o nowym roku - po zakupie kalendarza próbuję opanować moje plany noworoczne. Z planami jest tak, że wciąż mam problemy z odróżnianiem ich od marzeń i od pobożnych życzeń. Albo głupich pomysłów. Mój kalendarz ma fantastyczną opcję dla takich jak ja: w tygodniu należy skupić się na 3 ważnych sprawach. Trzech! I dobrze, bo w nawale pomysłów, marzeń i życzeń pobożnych w pierwszym tygodniu nowego roku wprowadziłabym kilkanaście porywających pomysłów a potem płakałabym nad swoją nieudolnością, bo widzę, że z trudem udaje mi się zrealizować dwie wg. planu. To nie znaczy, że nie robię nic, ale albo jestem za kiepsko zorganizowana (oj, jestem!), albo zwyczajnie nie lubię się dostosowywać nawet do tego co sama sobie próbuję narzucić. Czyli: miałam uczyć się psychometrii, a skupiam na diagnozie. Jedno i drugie jest potrzebne do zrealizowania celu nadrzędnego, ale jakoś rozsypuje mi plan na miesiąc i w kalendarzu trzeba kreślić.
Muszę sobie przypominać, że blog nie jest o studiowaniu, ale głównie o szyciu... Czyli wróćmy do meritum (widać jaka jestem zdyscyplinowana już po tym wpisie!). Co będę robić w tym roku? A więc: tadam! Ogłoszenie parafialne i pętla na moją szyję!
1. Farmer's Wife Sampler Quilt! Książkę mam od zeszłego roku, a wczoraj założyłam konto na Flickr i dopisałam się do grupy, która dzielnie walczy z takim samym pomysłem. Cóż, niektóre z pań zaczęły szyć dawno temu i już skończyły, zdjęcia mnie urzekają, a niektóre powodują, że mam ochotę schować się w ciemny kąt i nie wychodzić. Nie chodzi nawet o zdolności manualne - pewne techniczne sprawy będę musiała nadrobić, wiem o tym, ale to jak inni dobierają kolory, jak je komponują...Ach i och. Nie mówiąc o tym, że zazdroszczę (envy!) Amerykankom dostępu do tkanin. To się będę boksować ze swoją zawiścią (no dobra, nie jestem zawistna, tylko często sfrustrowana, bo niektóre quilty wyglądają tak jak wyglądają właśnie dzięki tkaninom). W każdym razie od lutego ruszam z szyciem. Muszę tylko zdecydować czy będę brała co mam w szufladach, czy jednak zainwestuję w tkaniny dedykowane specjalnie do tego projektu. No i - jaki rozmiar wchodzi w grę. Rozsądnie będzie szyć 2 bloki tygodniowo, ale w takim układzie nie skończę samego szycia do końca roku... To też jest jeszcze do przemyślenia. Czy tylko w tym roku szyję, czy chcę w tym roku skończyć.
2. Skoro o moich brakach technicznych była mowa - pojawił się button do BOM, w którym też chcę wziąć udział, a który łączy w sobie wszystko to, czego chcę się nauczyć, i o czym będzie mowa poniżej.
3. Aplikacje - nie uszyłam jeszcze nic z aplikacjami. Kiedy patrzę na filmiki na youtube, albo na zdjęcia, to wszystko wydaje się takie proste! Moim marzeniem jest uszyć kiedyś piękną kolorową narzutę z drobnymi aplikacjami, ale nie rozpędzajmy się - to nie jest punkt na ten rok. W tym roku wystarczy mi, że się nauczę dobrze to robić.
4. FMQ - nie jestem w tym biegła ani tyci, w dodatku nie mam nawet dobrego stołu do maszyny, żeby swobodnie majtać wielką narzutą, ale - czas najwyższy wziąć byka za rogi. Chciałabym w kwietniu przepikować tak narzutę. Do kwietnia daję sobie czas na ćwiczenie. Nie wiem czy nie rzucam się z motyką na słońce, ale mowa jest o pikowaniu prostym wzorem, żadnych szaleństw.
5. Małe rzeczy. Nie szyję ich praktycznie. Doświadczenie woreczkowe bardzo mi się spodobało, więc na pewno woreczki powtórzę (szczególnie, że córka czeka), ale oprócz tego jest mnóstwo innych projektów, które chciałabym zrealizować. A co będzie do nich potrzebne oprócz zapału i maszyny? Ha, umiejętność wszywania suwaka! Wiem, wiem. Proste na pewno. Jak konstrukcja cepa. Widziałam na filmach. Na zdjęciach. Tutoriale czytałam. I nic mi z tego nie wychodzi... Więc w tym roku ma wyjść!
6. Applecore. Miałam się do niego przymierzyć w zeszłym roku. Nie wyszło, bo były inne sprawy i duża przerwa w szyciu (wiadomo - kot w kartonie nie zwiastuje nadmiaru czasu na szycie). Trudny jest. Czytałam. Jak znam siebie, nie skończę na jednej poduszce. Ale - poduszkę uszyję co najmniej. O tyle mi łatwiej, że mam maszynkę do wycinania, to przynajmniej nie będę z nożyczkami szaleć, ani z pp.
7. Pikowanie ręczne. No cóż... Poduszka może? Mam jeden nie dokończony (bo nie przepikowany) patchwork, który aż się prosi o pikowanie ręczne, najlepiej kolorowe... Nie umiem. Kręci mnie to i bawi, ale nigdy nie robiłam. Ostatnie haftowanie miało miejsce 30 lat temu. Igłę w ręku trzymałam, a jakże i nigdy nie jestem zadowolona z efektu, np. przyszywania lamówki. Więc jeszcze trochę przede mną... Ale w tym roku spróbuję i zrobię, bo w ogóle trochę projektów do szycia w ręku muszę mieć, żeby spędzać czas z rodziną, a nie tylko w mojej piwnicy.
8. Szyć mam codziennie. Mogę sobie weekendy odpuścić, a niech, ale tak to do maszyny, igły etc. mam siadać codziennie. Nie tylko czytać, oglądać filmy. Nie. Codziennie mam coś zrobić - jeśli nawet nie uszyć to pociąć, zaprojektować etc. Mam nadzieję, że mi się uda. Nie narzuciłam sobie jeszcze rygoru czasowego, ale będę musiała.
9. I mam jeszcze jeden cel na ten rok, ale o nim jeszcze nie napiszę. Nie wiem do końca czy ten cel to już plan, projekt czy to wciąż marzenie. Zobaczę za kilka miesięcy...
Ma być pracowicie. W tych 9 punktach jest plan minimum, bo przecież chcę w ogóle - przy codziennym szyciu - skończyć to co zalega w piwnicy i czeka na zakończenie - chciałabym do końca marca. A wiem, że co chwila dopada mnie inspiracja, która wrzeszczy: uszyj takie, uszyj! Albo trochę inne, ale takie! No i co z nią mogę zrobić? Nic, nie chce się zamknąć.
Czego wszystkim też życzę - tej wrzeszczącej inspiracji.
Subscribe to:
Posts (Atom)