I want to sew. I want it so deeply that I can't stand a minute without my sewing machine.
And that's all folks. I'm going back to my thesis (crying).
Sewing is my therapy. My passion. My hobby. The way I spend my free time. It is not my profession, and I don't think it would ever be. But I love it and it gives me a lot of pleasure, despite being upset or crying when something goes wrong. It will be my pleasure if I meet here someone who shares my passion, or just stay here for a moment. Thank you for your time here. Feel welcome!
Friday, June 13, 2014
Wednesday, April 30, 2014
Saturday, April 5, 2014
Objazdówka sobotnia
Zaczęło się od wizyty w Reducie, gdzie jest pasmanteria "U Zapolskiej". Nie jest duża, na zdjęciu wydawała się zdecydowanie większa, ale ma pewnie wszystko to, czego może potrzebować osoba zajmująca się craftem. Ja sama wyszłam bez zakupów, ale faktycznie są tam i nici, i kordonki, i włóczki, i jakieś przydasie do szycia i ozdabiania. Nawet jest trochę tkanin, ale symbolicznie.
Potem trafiliśmy na przeciwko, do Blue City, żeby zobaczyć jakiś craftowy bazarek, czy coś takiego - nie mam pojęcia czy to ma jakąś nazwę. Stoisk nie było dużo, za to można było obejrzeć wystawę prac haftu. Na stoiskach cudów nie było, chociaż tym razem udało mi się coś kupić. Trafiłam na nici DMC do pikowania - widziałam je na ich stronie, ale nie mogłam znaleźć na razie w żadnej pasmanterii. Zakupy zrobiłam zachowawczo: tylko biała i jasno różowa nitka. A na drugim stoisku trafiłam na nici Gutermana, wydanie rocznicowe: 150 yardów w cenie 100. Niestety, ilość kolorów ograniczona... Były też sprzęty do decoupage, hafciarka Husqvarny, ale przede wszystkim haft i spaghetti, które jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, ale ja też nie mam pojęcia nic a nic o szydełkowaniu, a drutów używam sporadycznie i to w jednym wydaniu: oczko prawe, oczko lewe. Na jednym stoisku były tłuste ćwiartki, ale w masakrycznej cenie 15 pln za sztukę. Daleko wykracza to poza moje możliwości finansowe.
Na koniec odwiedziłam nowootwarty outlet z tkaninami. Niewielki, ale fajny i spory wybór tkanin. Nie byłam na samym otwarciu, więc nie wiem jaki wybór był rano, ale po południu udało mi się trafić 2 tkaniny do patchworku. Pewnym minusem jest to, że to nie są duże ilości tkanin, w związku z czym ja mogę tam trafiać na tkaniny do scrapowych narzut, albo do małych rzeczy, ale jest to zawsze jakaś alternatywa dla szmatoholiczki.
Maszyna nadal puszcza, więc wracam do rombów.
Potem trafiliśmy na przeciwko, do Blue City, żeby zobaczyć jakiś craftowy bazarek, czy coś takiego - nie mam pojęcia czy to ma jakąś nazwę. Stoisk nie było dużo, za to można było obejrzeć wystawę prac haftu. Na stoiskach cudów nie było, chociaż tym razem udało mi się coś kupić. Trafiłam na nici DMC do pikowania - widziałam je na ich stronie, ale nie mogłam znaleźć na razie w żadnej pasmanterii. Zakupy zrobiłam zachowawczo: tylko biała i jasno różowa nitka. A na drugim stoisku trafiłam na nici Gutermana, wydanie rocznicowe: 150 yardów w cenie 100. Niestety, ilość kolorów ograniczona... Były też sprzęty do decoupage, hafciarka Husqvarny, ale przede wszystkim haft i spaghetti, które jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe, ale ja też nie mam pojęcia nic a nic o szydełkowaniu, a drutów używam sporadycznie i to w jednym wydaniu: oczko prawe, oczko lewe. Na jednym stoisku były tłuste ćwiartki, ale w masakrycznej cenie 15 pln za sztukę. Daleko wykracza to poza moje możliwości finansowe.
Na koniec odwiedziłam nowootwarty outlet z tkaninami. Niewielki, ale fajny i spory wybór tkanin. Nie byłam na samym otwarciu, więc nie wiem jaki wybór był rano, ale po południu udało mi się trafić 2 tkaniny do patchworku. Pewnym minusem jest to, że to nie są duże ilości tkanin, w związku z czym ja mogę tam trafiać na tkaniny do scrapowych narzut, albo do małych rzeczy, ale jest to zawsze jakaś alternatywa dla szmatoholiczki.
Maszyna nadal puszcza, więc wracam do rombów.
Tuesday, April 1, 2014
Maszyna znowu puszcza. Wszyłam lamówkę nowym sposobem, i nawet nie zorientowałam się od razu, że tak się dzieje. Dopiero jak zerwała się nitka to przyjrzałam się temu jak wygląda szew. No i szału nie było. Czyli pan Magik z Pragi nie odczarował mi maszyny.
Lamówkę przyszyłam do końca, ale wiem, że muszę ją wypruć i zrobić to jeszcze raz, jak już będę miała czym to zrobić.
Dyplom obroniony, ale matkę takie rzeczy za dużo nerwów kosztują. Jeszcze ustny, jeszcze matura, jeszcze egzaminy na studia. Nie wiem jak ja to przetrzymam.
Lamówkę przyszyłam do końca, ale wiem, że muszę ją wypruć i zrobić to jeszcze raz, jak już będę miała czym to zrobić.
Dyplom obroniony, ale matkę takie rzeczy za dużo nerwów kosztują. Jeszcze ustny, jeszcze matura, jeszcze egzaminy na studia. Nie wiem jak ja to przetrzymam.
Monday, March 31, 2014
Podzielę się tylko myślą, że bardzo bardzo bardzo chcę coś uszyć.
Przymus kończenia tylko i wyłącznie tego co czeka na dole to jakaś katorga. A teraz nawet do tego dostać się nie mogę, bo drzwi do maszynowni zastawione są biurowymi meblami. Zmieni się to jutro, ale i tak tam nie zajrzę, bo... (moja pierwsza myśl jest taka, że mi nie wolno, a druga - bo jak zacznę to nie zrobię nic innego).
Ale tak się nie da. Energia poświęcana na to, żeby nie iść szyć mogłaby być poświęcona i na szycie, i na inne zajęcia. Tyle, że tych "innych" jest tyle... Nie wiem jak to zorganizować, nie wiem...
Na razie: biuro znalezione, jutro podpisanie umowy i przeprowadzka. To jest o jedną rzecz mniej.
Wiem już do którego klubu AA iść, żeby polować na ofiary. 60 ofiar.
Jest szansa, cień szansy, że znajdzie się ktoś kto da się zdiagnozować. Brakuje mi tylko 1 osoby do diagnozy, którą mam przeprowadzić na zaliczenie. Anybody? Obiecuję, że to nie boli.
Ale pierwszy rozdział pracy mgr leży i kwiczy. Kwiczy. Kwiczy. A ja jęczę.
A Sunnyside wzywa, wzywa i wzywa...
Przymus kończenia tylko i wyłącznie tego co czeka na dole to jakaś katorga. A teraz nawet do tego dostać się nie mogę, bo drzwi do maszynowni zastawione są biurowymi meblami. Zmieni się to jutro, ale i tak tam nie zajrzę, bo... (moja pierwsza myśl jest taka, że mi nie wolno, a druga - bo jak zacznę to nie zrobię nic innego).
Ale tak się nie da. Energia poświęcana na to, żeby nie iść szyć mogłaby być poświęcona i na szycie, i na inne zajęcia. Tyle, że tych "innych" jest tyle... Nie wiem jak to zorganizować, nie wiem...
Na razie: biuro znalezione, jutro podpisanie umowy i przeprowadzka. To jest o jedną rzecz mniej.
Wiem już do którego klubu AA iść, żeby polować na ofiary. 60 ofiar.
Jest szansa, cień szansy, że znajdzie się ktoś kto da się zdiagnozować. Brakuje mi tylko 1 osoby do diagnozy, którą mam przeprowadzić na zaliczenie. Anybody? Obiecuję, że to nie boli.
Ale pierwszy rozdział pracy mgr leży i kwiczy. Kwiczy. Kwiczy. A ja jęczę.
A Sunnyside wzywa, wzywa i wzywa...
Thursday, March 20, 2014
Przed chwilą skończyłam
pikowanie. Jeszcze nie przeprowadziłam ostatecznej kontroli jakości, więc być może uda mi się jeszcze jutro coś spruć. Ale jeśli do prucia nic nie będzie to już tylko lamówka została... Ukochańcowi bardzo się podoba. Ja mogę tylko żałować, że nie mam odpowiedniego aparatu, żeby oddać w pełni kolory.
A poza tym mamy firmowy kryzys Ukochańca w domu i na tym głównie powinnam się skupiać. Na zjeździe na uczelni zarzucono mnie taką ilością prac do napisania, że nie bardzo wiem jak sobie z tym poradzę. Prace i diagnozy, do których muszę znaleźć chętnych. Jeśli do tego wszystkiego dołożą się szczęśliwe, ale jednak uwagochłonne praktyki, to chyba będę musiała się sklonować.
Więc jednak nie przesadziłam uważając, że szycie w tym roku będzie znowu bardzo okrojone. Cieszyć się będę z wykańczanych UFO. A nowe pomysły będę notować, może nie uciekną.
A poza tym mamy firmowy kryzys Ukochańca w domu i na tym głównie powinnam się skupiać. Na zjeździe na uczelni zarzucono mnie taką ilością prac do napisania, że nie bardzo wiem jak sobie z tym poradzę. Prace i diagnozy, do których muszę znaleźć chętnych. Jeśli do tego wszystkiego dołożą się szczęśliwe, ale jednak uwagochłonne praktyki, to chyba będę musiała się sklonować.
Więc jednak nie przesadziłam uważając, że szycie w tym roku będzie znowu bardzo okrojone. Cieszyć się będę z wykańczanych UFO. A nowe pomysły będę notować, może nie uciekną.
Saturday, March 15, 2014
Powolutku, powolutku...
Do końca... W tej chwili pikuję już półkola na obrzeżach. Musiałam opracować jak to robić na tamborku, na którym naciągnięta jest całość ale przyczepione tylko dwie dolne warstwy, bo jak mocowałam też górną warstwę to nie mogłam przepikować wszystkiego - napięcie było za duże, żeby przeciągnąć igłę, a już niemożliwe było przecież szycie po samym tamborku. Jakoś jednak to opanowałam i zbliżam się do końca. Na razie zdjęcie z wcześniejszej fazy pikowania...
Subscribe to:
Posts (Atom)
