Z jednej strony - nie chce mi się nic robić. Z drugiej - mam bardzo dużo do zrobienia. Na uczelnię, do studium, na angielski, którego powinnam uczyć się pilnie, ale wcale tego nie robię mając nadzieję, że coś tam do głowy wpadnie mi samo (niestety, to już stary łeb i tak łatwo nowości nie przyjmuje). Ku memu przerażeniu 3 egzaminy w tej sesji będą składały się z pytań otwartych, a to nie jest moja mocna strona, w dodatku zmusi mnie do jeszcze intensywniejszego uczenia się, co raczej nie sprzyja innym aktywnościom.
Heh, zabrzmiało poważnie, a chodzi o szycie. No na szycie czasu nie ma.
Uszyłam kilka kolejnych bloków do Farmer's Wife i widzę, że mój plan nie wypali - nie skończę do końca roku. Jeszcze poprawki, przeróbki... Nic z tego. Z BOMem też nawalam. Nie znaczy to, że nie uszyję, ale... jakbym straciła serce w pewnym momencie i nie wiem dlaczego. Z założenia nie zmuszam się do niczego, więc może będzie to nigdy nie dokończony projekt - trudno.
Bo przede mną kilka innych. I dzisiaj poszukiwanie inspiracji i przypinanie na Pintereście kolejnych pomysłów - mniej lub bardziej przydatnych.
Zachwyt polka dot nie minął i myślę o Apple Core właśnie w groszki... Miałam uszyć w tym roku, a widzę, że będzie nieźle jeśli przynajmniej skroję.
Czy mógłby mi ktoś przesłać jakąś paczkę energetyczną? Do prądu mnie podłączy? Bateryjki wymieni? Mam tyle rzeczy do zrobienia i tak mało energii i czasu...
Sewing is my therapy. My passion. My hobby. The way I spend my free time. It is not my profession, and I don't think it would ever be. But I love it and it gives me a lot of pleasure, despite being upset or crying when something goes wrong. It will be my pleasure if I meet here someone who shares my passion, or just stay here for a moment. Thank you for your time here. Feel welcome!
Thursday, November 14, 2013
Monday, October 7, 2013
Pencil case - dwa
I jak się rozpędziłam - to proszę. Następny. Tym razem odpowiedni rozmiarem i w sam raz na moje trójkątne cienkopisy.
Suwak działa, ale - nie znaczy to, że jestem zadowolona. Oczywiście, największa niespodzianka czekała mnie na sam koniec, kiedy ni stąd ni zowąd dowiedziałam się, że piórnik trzeba wykończyć ręcznie - czyli łapkami doszyć podszewkę do suwaka, jak rozumiem. no nie jest to moja bajka, więc znowu użyłam szwu overlockowego. Innymi słowy - środek nie jest do pokazywania tak chętnie jakbym chciała i chociaż piórnik mi się podoba, to muszę znaleźć inny sposób na jego wykańczanie. Co by nie było tak cudnie - suwaki mam w centymetrach, piórnik szyty w calach i - jak najbardziej wszystko było ok, ale jednak na styk. Lepszy byłby suwak dłuższy niż 7", a taki jest opisany. 7" to minimum, ale nie gwarantujące w przypadku moich umiejętności ładnego wykończenia. Czyli droga jeszcze przede mną, ale pierwsze koty za płoty, dwa piórniki dzisiaj zrobiłam, wykończyłam i można ich używać!
A jutro wrócę do FW, bo zaraz zima mnie przy tym projekcie zastanie... (ale zaraz, dopiero co byłam przekonana, że może mnie zastać? Jednak nie znoszę gdy coś nade mną wisi, a oprócz tegorocznego planu mam kilka ufo. Całkiem to moje UFO zidentyfikowane, za to omijam je szerokim łukiem jakby to rzeczywiście groźni obcy byli!).
A największym zaskoczeniem jest to, że wciąż mam problem z właściwym krojeniem tkaniny. Pojąć nie mogę o co chodzi i co jest ze mną nie tak?!
Suwak działa, ale - nie znaczy to, że jestem zadowolona. Oczywiście, największa niespodzianka czekała mnie na sam koniec, kiedy ni stąd ni zowąd dowiedziałam się, że piórnik trzeba wykończyć ręcznie - czyli łapkami doszyć podszewkę do suwaka, jak rozumiem. no nie jest to moja bajka, więc znowu użyłam szwu overlockowego. Innymi słowy - środek nie jest do pokazywania tak chętnie jakbym chciała i chociaż piórnik mi się podoba, to muszę znaleźć inny sposób na jego wykańczanie. Co by nie było tak cudnie - suwaki mam w centymetrach, piórnik szyty w calach i - jak najbardziej wszystko było ok, ale jednak na styk. Lepszy byłby suwak dłuższy niż 7", a taki jest opisany. 7" to minimum, ale nie gwarantujące w przypadku moich umiejętności ładnego wykończenia. Czyli droga jeszcze przede mną, ale pierwsze koty za płoty, dwa piórniki dzisiaj zrobiłam, wykończyłam i można ich używać!
A jutro wrócę do FW, bo zaraz zima mnie przy tym projekcie zastanie... (ale zaraz, dopiero co byłam przekonana, że może mnie zastać? Jednak nie znoszę gdy coś nade mną wisi, a oprócz tegorocznego planu mam kilka ufo. Całkiem to moje UFO zidentyfikowane, za to omijam je szerokim łukiem jakby to rzeczywiście groźni obcy byli!).
A największym zaskoczeniem jest to, że wciąż mam problem z właściwym krojeniem tkaniny. Pojąć nie mogę o co chodzi i co jest ze mną nie tak?!
Pencil case - done (not perfect)!
No i to mi się udało zrobić. Nie jest doskonale, delikatnie mówiąc, ale też ten pierwszy miał być na próbę i się udało! W projekcie była dość dla mnie na pierwszy rzut oka skomplikowana operacja wszywania zamka miedzy warstwy, ale wszystko przebiegło pomyślnie i suwak jest na miejscu. Niestety, okazało się, że tkanina jest zbyt strzępiąca i mimo szwu overlokowego coś tam nie zaklikało do końca. Nic to, przede mną kolejne próby. Z innymi tkaninami i innym wypełnieniem. W projekcie proponowana jest flanela, a ja użyłam normalnego wypełniacza patchworkowego, który okazał się ciut za pulchny. Nici użyłam białe, co też jest bez sensu, bo szew nie jest ukryty i kiedy piórnik się otwiera to wtedy widać...
A to co mnie cieszy najbardziej to fakt, że zmieściły się do piórnika jakieś długopisy. Nie te, których używam na co dzień, co jest wyraźny sygnałem, że muszę rozmiar dostosować do moich pisadeł, co zaraz chętnie uczynię i jeśli tylko mam odpowiedni suwak to go wykorzystam.
Pencil case
Rok akademicki rozpoczęty, więc po tygodniu przerwy i nieobecności w piwnicy dzisiaj próbuję taki piórnik
Jak mi się tylko uda cokolwiek to doniosę uprzejmie. Na razie wybrałam tkaniny pod kolor suwaka i zaraz rozpoczynam batalię.
Jak dobrze pamiętam, w moim planie na ten rok było nauczenie się szycia rzeczy małych. I wszywanie suwaków. No to się dzisiaj przekonam ile mi to zajmie - wg autorki bloga godzina wystarczy, a mi na samo wybieranie materiału zeszło się pół...
Jak mi się tylko uda cokolwiek to doniosę uprzejmie. Na razie wybrałam tkaniny pod kolor suwaka i zaraz rozpoczynam batalię.
Jak dobrze pamiętam, w moim planie na ten rok było nauczenie się szycia rzeczy małych. I wszywanie suwaków. No to się dzisiaj przekonam ile mi to zajmie - wg autorki bloga godzina wystarczy, a mi na samo wybieranie materiału zeszło się pół...
Friday, September 27, 2013
I tak powoli realizuję swój tegoroczny plan. Wszedł dodatkowy kolor - wcześniej nie było żółtego (bo to moim zdaniem żółty, chociaż sprzedawca twierdzi, że pomarańczowy; nie będę robiła afery na allegro, bo i tak mi się podoba).
W tym secie największy problem miałam z pierwszym, turkusowo niebieskim blokiem. Okazało się, że jest błąd w opisie. Już miałam się poddać i ominąć go, ale doczytałam na grupie flickr, że trzeba zamienić p co nie co i to wystarczy. Byłam z tego bloku już skończonego całkiem zadowolona do momentu gdy nie przygotowałam go do zdjęcia... Niestety, przy dokładnym, kolejnym prasowaniu dostrzegam jakieś niedoróbki, niedoskonałości. Na pierwszy rzut oka wszystko jest niby w porządku, a potem - a to nie styka tam gdzie bym chciała, a to szew nie poszedł całkiem prosto, albo w prasowaniu stracił linię prostą i bardziej przypomina łuk... Samą siebie dołuję, rzecz jasna, ale też rozpruwam, przyszywam. Dzisiaj jeden z bloków też mi trudności sprawiał.
A na początku byłam przekonana, że wszystko będzie łatwe, miłe i przyjemne. Nic bardziej mylnego. Im mniejszy blok, tym większa precyzja potrzebna.
Zresztą, tu raczej chodzi o moją potrzebę doskonałego wykonania. Więc twardo sobie powtarzam, że zrobione jest lepsze od doskonałego...
W tym secie największy problem miałam z pierwszym, turkusowo niebieskim blokiem. Okazało się, że jest błąd w opisie. Już miałam się poddać i ominąć go, ale doczytałam na grupie flickr, że trzeba zamienić p co nie co i to wystarczy. Byłam z tego bloku już skończonego całkiem zadowolona do momentu gdy nie przygotowałam go do zdjęcia... Niestety, przy dokładnym, kolejnym prasowaniu dostrzegam jakieś niedoróbki, niedoskonałości. Na pierwszy rzut oka wszystko jest niby w porządku, a potem - a to nie styka tam gdzie bym chciała, a to szew nie poszedł całkiem prosto, albo w prasowaniu stracił linię prostą i bardziej przypomina łuk... Samą siebie dołuję, rzecz jasna, ale też rozpruwam, przyszywam. Dzisiaj jeden z bloków też mi trudności sprawiał.
A na początku byłam przekonana, że wszystko będzie łatwe, miłe i przyjemne. Nic bardziej mylnego. Im mniejszy blok, tym większa precyzja potrzebna.
Zresztą, tu raczej chodzi o moją potrzebę doskonałego wykonania. Więc twardo sobie powtarzam, że zrobione jest lepsze od doskonałego...
Tuesday, September 24, 2013
Cheer up
W domu dzisiaj wszyscy przygnębieni i poirytowani.
Pół opakowania galaretek w czekoladzie - ciut pomogło.
Na tapecie (na maszynie) 75 Rosebud. Jakieś zdjęcia może jutro, żeby cokolwiek, jakkolwiek... Nic mi się nie chce. Nic a nic.
Pół opakowania galaretek w czekoladzie - ciut pomogło.
Na tapecie (na maszynie) 75 Rosebud. Jakieś zdjęcia może jutro, żeby cokolwiek, jakkolwiek... Nic mi się nie chce. Nic a nic.
Monday, September 23, 2013
Farmer's Wife - postępy
Miało być zdjęcie, ale na zdjęcia to chyba za zimno... czy u Was też tak chłodno? Dzisiaj było całkiem ładnie na zewnątrz, to w ciągu dnia w domu też było całkiem przyjemnie, ale teraz jest chłodno wszędzie, aż do dygotu. Zaraz biegnę do wanny, więc tylko odnotuję, że dotarłam do bloku 70, a co za tym idzie - nadrobiłam straty a nawet wyprzedzam! Ha! A szyje mi się tak miło, że nie mam zamiaru przestać. Zresztą, już wiem, że będzie trochę do nadrabiania. Niestety, czego by o moich bloczkach nie mówić, to nie mają równo 6,5", a to oznacza przerabianie...
Co prawda "done is better than perfect", ale ja się jakoś nie mogę pogodzić z brakiem precyzji. Zresztą, kompletnie nie rozumiem co się dzieje, skoro wycinam wszystko zgodnie ze sztuką, a potem zszywam mając na podorędziu stopkę 1/4". Powinno być ok - a nie jest. Gdzieś tam bloki się rozjeżdżają, gdzieś zwężają... Nie rozumiem tego, niestety. Czasem uda się coś poprawić, ale generalnie takich perfekcyjnych rozmiarowo bloków jest kilka na 70. To nie jest powalający wynik...
Mimo wszystko pracuję dalej. A zdjęcia będą. Za chwilę... (i koncepcja na przyrzeczony sobie apple core także w groszki. Tak mi się spodobały te tkaniny, że nie odpuszczę).
No to jednak zdjęcia są. Tylko takie jakieś nieobrobione i nieuładzone. W ogóle ze zdjęciami to mi średnio wychodzi, ale trudno. "done is better.." no, wiadomo.
Co prawda "done is better than perfect", ale ja się jakoś nie mogę pogodzić z brakiem precyzji. Zresztą, kompletnie nie rozumiem co się dzieje, skoro wycinam wszystko zgodnie ze sztuką, a potem zszywam mając na podorędziu stopkę 1/4". Powinno być ok - a nie jest. Gdzieś tam bloki się rozjeżdżają, gdzieś zwężają... Nie rozumiem tego, niestety. Czasem uda się coś poprawić, ale generalnie takich perfekcyjnych rozmiarowo bloków jest kilka na 70. To nie jest powalający wynik...
Mimo wszystko pracuję dalej. A zdjęcia będą. Za chwilę... (i koncepcja na przyrzeczony sobie apple core także w groszki. Tak mi się spodobały te tkaniny, że nie odpuszczę).
No to jednak zdjęcia są. Tylko takie jakieś nieobrobione i nieuładzone. W ogóle ze zdjęciami to mi średnio wychodzi, ale trudno. "done is better.." no, wiadomo.
Subscribe to:
Posts (Atom)





